Dziki Młyn w parku Moczydło

Park Moczydło na warszawskiej Woli, który mamy praktycznie pod nosem, jest częstym miejscem spacerów z nasza córką. Nic dziwnego, że po wyczerpujących zabawach latem na placu zabaw czy zimą na górce trzeba zregenerować siły. A nie od dziś wiadomo, że najlepszą opcja jest dobry posiłek. Niestety, w okolicy wybór jest mały – opisywana już i nie najlepsza Cafe Grappa, świetna, ale trochę nie po drodze Pasja Smaku (notka wkrótce) lub jakieś wynalazki pizzo- i kebabo-podobne. Został jedynie Dziki Młyn, znany głównie z jednego z pierwszych odcinków Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler. Ostatnio znów wpadliśmy tam na chwilę z córka i postanowiłem w końcu podzielić się moją opinią.

Wnętrze to dwie sale, jedna położona niżej i wykorzystywana głównie do imprez, często organizowanych w lokalu. Jest tam tez kącik dla dzieci, jednak ze standardowym wyposażeniem (trochę klocków, stoliki z Ikei, kredki, kartki papieru). Na górze kilka stolików, wystrój całości wygląda, jakby właściciel nie mógł się zdecydować czy pójść w klimaty rustykalne, czy raczej nowoczesne wnętrza. Jest jeszcze ogródek, wykorzystywany tylko w sezonie letnim. Całość w sumie nie wygląda źle, ale czuć pewną niekonsekwencję.

Samo menu to kuchnia polska z małym dodatkiem standardowych sałatek (cesarska, grecka z Fetą), makaronów, rosyjskich pielmieni (jednak nie dorastają do pięt tym z Babooshki) oraz sekcja dla dzieci.  Zazwyczaj, gdy już tam siadamy, bierzemy zupkę dla dzieciaka, nie powiem, rosół z kluskami jest niezły, odpowiednio aromatyczny i tłusty,widać, że nie jest robiony na kostkach. Degustowałem jeszcze żurek (poprawny, ale nieco wodnisty a jajek i kiełbasy trudno było się doszukać). Z dań dla dzieci nasz szkrab próbował kurczaka panierowanego z ziemniakami i surówką oraz naleśników z bitą śmietaną. Obie rzeczy poprawne, bez błysku, troszkę takie… mdłe. Ale może dlatego, że jestem zwolennikiem przypraw, a nie kilkuletnim szkrabem. Ja zaś wybierałem najczęściej typowo polskie pierogi z mięsem i placki ziemniaczane. Niezłe, ale znów tylko na poziomie zwykłej jadłodajni. Na dodatek ostatnio dostałem rozwodnione piwo – co jak co, ale Paulanera pijam nie od dziś i wiem jak smakuje nalany prosto z butelki.

Dziki Młyn ma świetną lokalizację, w pobliżu parków, na pustyni gastronomicznej, jaką jest ta część Woli. Czy ją wykorzystał? Raczej nie, brak konkurencji nie wymusza na właścicielu eksperymentów, wszystko jest swojskie, typowe, bez błysku – klienci zawsze się znajdą. A jak nie, zarobi się na weselach, chrzcinach czy komuniach. Obsługa niezła, kącik dla dzieci  jest, wystrój nie odstrasza. Jednak to za mało, żebym Dziki Młyn stał się ulubiona knajpą na rodzinne wypady – wolimy nadrobić parę kilometrów i wybrać coś lepszego. [MrSatan]

Dziki Młyn

 
Park Moczydło
ul. Czorsztyńska 1
01-410 Warszawa

Reklamy
Dziki Młyn w parku Moczydło

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s